WYDANIE styczeń-luty | 1 (13) 2026
Nauczyciel jutra
Nauczyciel jutra to ten, który reaguje na zmieniający się wokół świat, nie boi się wyzwań i eksperymentowania z nowymi technologiami, ale też zawsze pamięta, że ponad wszelkimi technologicznymi rozwiązaniami, ponad aplikacjami, sztuczną inteligencją, rzeczywistością VR, w szkole najważniejsi są ludzie i relacje między nimi.
Anna Bakker
Jednym z priorytetów MEN na rok szkolny 2025/2026 jest promowanie higieny cyfrowej i bezpiecznego korzystania z Internetu (pkt 5)
Miej świadomość
Czy uświadamianie dzieci w klasach 1–3 to nie przesada? Jeśli spojrzymy na statystyki… ba! …jeśli zapytamy swoich pierwszoklasistów, ilu z nich korzysta z telefonu komórkowego, ilu ogląda filmy na TikToku czy YouTubie i ile czasu spędzają z ekranami – zrozumiemy, że ta edukacja powinna się zaczynać już w przedszkolu i poza dziećmi obejmować też rodziców.
Kiedy ucząc zerówkę odkryłam, że niektórzy z moich uczniów oglądają serial „Squid Game”, byłam tym faktem zarówno zaskoczona, jak i przerażona. Jak to możliwe, że tak małe dzieci oglądają fabułę przedstawiającą grę, w której przegrana oznacza śmierć. Często brutalną.
Wierzę mocno, że każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Jeżeli pozwala, by dziecko spędzało godziny z ekranem czy oglądało takie obrazy, które w moim odczuciu emocjonalnie i poznawczo krzywdzą dzieci, to znaczy, że nie są świadomi, nie wiedzą albo tego, co dzieci robią, kiedy są sam na sam z telefonem czy tabletem albo tego, jaki to ma wpływ na dziecięcą psychikę i rozwój.
Przygotowując swój plan pracy na kolejny rok, stworzyłam innowację pedagogiczną, która obejmuje edukację społeczno-emocjonalną i higienę cyfrową.
Bezrefleksyjne podejście
Oczywiście, że można zwyczajnie zakazać dzieciom korzystania z telefonów i mieć poczucie spełnionej misji, jak to się dzieje w niektórych szkołach. Myślę jednak, że nie o zakazy tu chodzić powinno, a o pewną zmianę w kulturze używania nowych technologii.
Na razie jesteśmy zachłyśnięci możliwościami, jakie nam dają, bo uatrakcyjniają lekcję, ułatwiają tworzenie programów, pozwalają na interaktywne zajęcia. Mam wrażenie, że tablica multimedialna czy aplikacje edukacyjne są czasem ważniejsze niż nauczyciel.
Tymczasem, kiedy bezrefleksyjnie podchodzimy do tego tematu, dzieją się takie sytuacje, kiedy na lekcjach historii uczniowie klas siódmych uczestniczą dzięki programowi „Innowacyjna historia – nowoczesne technologie w służbie edukacji” (zaakceptowanemu przez ministerstwo, dyrekcję i nauczycieli) w scenie, w której m.in. żołnierz zanurza jeńcowi rękę we wrzątku i obdziera ją potem ze skóry.
Jak to możliwe, że nikt tego nie zatrzymał? No wszyscy cieszymy się, że szkoła jest coraz bardziej nowoczesna, wyposażona w nowe technologie, a uczniowie uczą się historii, doświadczając jej „na własnej skórze”. Zabrakło tu krytycznego podejścia do treści programu i refleksji nad emocjonalnym rozwojem 13-latków.
Nie. Nie jestem technosceptykiem. Wręcz przeciwnie… bardzo cenię sobie możliwości, jakie zyskałam dzięki technologiom. I nie uważam, że należy pozbyć się jej ze szkoły. Przecież to nasza nowa rzeczywistość i nie uciekniemy od niej. Chodzi o to, by nauczyć się z niej korzystać tak, by to ona służyła nam, a nie my jej. I to jest nasze, dorosłych, wspólne zadanie.
Ten artykuł jest dostępny dla prenumeratorów
Jeżeli masz prenumeratę
Zaloguj sięJeśli nie masz prenumeraty wybierz odpowiedni dla Ciebie wariant i zamów, aby mieć dostęp do artykułów i strefy online.
Kup prenumeratęO autorze
Anna Bakker
Pedagożka, nauczycielka dyplomowana, mediatorka rodzinna, edukatorka Pozytywnej Dyscypliny, komunikacji empatycznej, higieny cyfrowej. Niebawem także brainolożka. Ambasadorka Wiosny Edukacji, Nauczycielka Jutra 2025. Wierzy, że relacje w szkole są ważniejsze niż podręczniki. Od 20 lat uczy najmłodsze dzieci – w klasach 1-3. Najbardziej dumna z tego, ze jej uczniowie poza tabliczką mnożenia potrafią też doceniać wzajemnie swoje sukcesy, nie boją się popełniać błędów, wiedzą, że są wspaniali tacy, jacy są i mówią jak żyrafy (Komunikacja bez Przemocy).
