WYDANIE wrzesień–październik | 5 (17) 2026
Wypalenie. Instrukcja obsługi
Z Kay Czepli-George, liderką edukacyjną, psycholożką, terapeutką, a także założycielką i prezeską fundacji „Kiedy cichnie dzwonek” rozmawia Hanna Piotrowska.
Kay Czepli-George
We wrześniu mija rok od powstania fundacji Kiedy cichnie dzwonek. Skąd pomysł na tę inicjatywę, od czego się właściwie zaczęło?
Pracuję w edukacji już prawie 20 lat, w bardzo różnych instytucjach edukacyjnych, w których widziałam, co się dzieje z nauczycielami, jakie mają trudności. Wielu wspaniałych nauczycieli po prostu doświadczało wypalenia zawodowego i odchodziło z zawodu. Ja sama przez to przeszłam i obserwowałam, jak staje się to udziałem moich współpracowników, koleżanek, kolegów. Dzieje się tak nie tylko w Polsce – pracowałam w placówkach za granicą i tam było podobnie. Nauczyciele napotykają trudności, nawet gdy dyrekcja jest wspierająca. Po prostu pojawia się za dużo różnych wątków, a brakuje wsparcia psychologicznego.
Jako psycholog, terapeuta i mentor pracujący z nauczycielami czułam misję, żeby coś od siebie dać wspólnocie. Dla mnie takie działania społeczne zawsze były bardzo istotne, więc chciałam zadziałać oddolnie. Zaczęłam szukać osób, z którymi udałoby się współtworzyć fundację. W naszym zarządzie znalazłam się ja, Gaja Niemkiewicz – nauczycielka i arteterapeutka oraz Agata Kwiatkowska, również doświadczona nauczycielka i pedagog specjalny.
Powiedziałaś, że wypalenie nie jest tylko doświadczeniem polskich nauczycieli. Czym różni się ich sytuacja od sytuacji kolegów i koleżanek z innych krajów?
Przede wszystkim w Polsce w ogóle nie mamy superwizji – takiej, która funkcjonowałaby w każdej placówce. Sama pracując już jako dyrektor ds. bezpieczeństwa i wychowania uczniów w szkole międzynarodowej, widziałam również problem z wdrażaniem niektórych programów, które miały być wsparciem dla uczniów, ale nie dało się tego robić bez wsparcia dla nauczycieli. Wtedy pojawiał się problem, bo nauczyciele po prostu nie czuli, że mają przestrzeń na to, żeby coś nowego wprowadzać, coś nowego robić. Tak naprawdę byli bardziej w trybie przeżycia niż trybie kreatywności i budowania wspólnoty. Mogłam to obserwować z różnych perspektyw, w różnych środowiskach edukacyjnych. Niedawno podczas konferencji w Madrycie, na której byli także edukatorzy ze środowisk uniwersyteckich, pojawiły się głosy, że za mało rozmawiamy o naszym dobrostanie, że właściwie nie ma takich działań. I to mówiły osoby z całego świata.
A skąd się wzięła nazwa „Kiedy cichnie dzwonek?” Jaka myśl za nią stoi?
Na początku zastanawialiśmy się, o czym właściwie chcemy mówić. Jest wiele platform, grup, w których nauczyciele dzielą się pomocnymi materiałami, ale to cały czas obejmuje zakres poszerzania kompetencji zawodowych – i to oczywiście bardzo ważne. Zależało nam jednak na skupieniu się na tym momencie, kiedy nauczyciel zostaje tylko ze sobą. Po dzwonku. Kiedy wychodzi z roli nauczyciela i funkcjonuje… po prostu jako człowiek. Chcieliśmy się skupić na tym, aby stworzyć przestrzeń wsparcia na czas, gdy edukator zostaje sam z pewnymi obciążeniami, i znaleźć sposoby, by go realnie wesprzeć.
Jaką misję postawiliście sobie na początku istnienia fundacji?
Misja wynikała z naszych spostrzeżeń i refleksji na temat edukacji. Не da się zbudować silnej szkoły, gotowej na wyzwania, można tak powiedzieć patetycznie, XXI wieku, w której nauczyciel nie jest zadbany. Naprawdę nauczyciel jest fundamentem tego systemu i powinien być w ten sposób widziany. Bez zadbania o dobrostan nauczycieli nie będzie dobrostanu uczniów. Wiele badań wskazuje, że nie da się zapewnić bezpieczeństwa uczniom, jeśli nauczyciele nie czują się bezpieczni. Tak samo nie da się mówić o budowaniu relacji z uczniami, jeśli nauczyciel czuje się wypalony zawodowo. Chcemy, żeby nauczyciel mógł w szkole oddychać, faktycznie znajdować tam swoją przestrzeń i czuć się bezpiecznie. I taką szkołę widzimy jako miejsce, które faktycznie pozwala uczniom wzrastać.
Czy był jakiś konkretny system edukacyjny albo inne projekty, którymi się inspirowaliście?
Jeżeli mówimy tutaj o systemach, to przede wszystkim widzimy, że nie ma jednego idealnego, w związku z czym działania fundacji są połączeniem różnych pomysłów. Na pewno bazowaliśmy na superwizji, która się dzieje np. w szkołach brytyjskich. Jest tam mentoring, w ramach którego młody nauczyciel ma swojego mentora. Oczywiście w Polsce młodzi nauczyciele mają opiekunów stażu, ale to coś zupełnie innego.
W Polsce są takie inicjatywy, jak na przykład szkoła Ewy Radanowicz, w której wprowadzane były działania projektowe – innowacyjne jak na szkołę państwową. Teraz „Kompas jutra” zakłada pewne wątki, które ona już wtedy realizowała. To też pokazuje, że można zmieniać pewne kwestie związane ze sztywnym programem w polskich szkołach, ale wymaga to zarówno odważnego lidera, jak i zespołu, który będzie to czuł. Takie działanie wymaga wspólnoty.
W każdym razie to nie jest tak, że jest jeden system, którym się inspirowałyśmy. My trzy – ja, Agata i Gaja – mamy doświadczenia ze szkół międzynarodowych, więc widziałysmy co działa, a co nie w szkole brytyjskiej, amerykańskiej, francuskiej czy międzynarodowej. Byłyśmy w stanie wybrać to, co uważamy, że jest warte promowania. Nasze wybory wynikały przede wszystkim z rozmów z nauczycielami. Wybrałyśmy więc takie obszary działania, które będą najbardziej wspierające, nie tylko naszym zdaniem.
Jako fundacja jesteśmy jednym z wykonawców programu Centrum Edukacji Obywatelskiej „Przyjazna Szkoła” – inicjatywy wspierającej szkoły, w których uczą się uczniowie z Ukrainy. Program odpowiada na potrzeby związane z edukacją międzykulturową oraz kwestie dobrostanu edukatorów. W ramach programu nauczyciele mogą korzystać z różnorodnych form wsparcia, w tym z bezpłatnych konsultacji psychologicznych. Aby z nich skorzystać, wystarczy, że szkoła zapisze się do programu. Udział w „Przyjaznej Szkole” to także realne wsparcie dla naszej fundacji, która działa pro bono. Dzięki współpracy z Centrum Edukacji Obywatelskiej możemy rozwijać naszą działalność i docierać do kolejnych nauczycieli, którzy potrzebują wsparcia, dlatego zapraszamy, aby dołączyć do programu.
Czy są jakieś konkretne grupy nauczycieli szczególnie narażone na wypalenie albo szczególnie często korzystające z pomocy?
Badania pokazują, że tak naprawdę żadna grupa nie ma w tej kwestii ochrony. To nie jest tak, że nie dotyczy zagrożenia wypaleniem zawodowym, zwłaszcza jeżeli mówimy o Polsce. I to dobrze pokazał w 2024 TALIS (Międzynarodowe Badanie Nauczania i Uczenia się), którego wyniki jednoznacznie wskazują, że nauczyciele doświadczają silnego stresu i wypalenia. Te statystyki uważam za porażające. Około 70% nauczycieli doświadcza wypalenia zawodowego albo wyczerpania – czyli stanu przed wypaleniem.
Nie jest tak, że jakaś grupa jest ochroniona, ale co jest ciekawe, pierwsze 5 lat pracy nauczycieli – czyli mówimy o nauczycielach młodych, wchodzących do zawodu – jest kluczowe. Badania pokazują, że jedna osoba na cztery po tym czasie odejdzie, to aż 25%. Nauczyciele na początku mają trudności z asertywnością, trudności ze zrozumieniem, że nie muszą brać wszystkiego na siebie. Przecież jak ktoś mówi, że mam się czymś zająć, a jest moim pracodawcą, to po prostu to robię, prawda? Chcę się wykazać. Grupa początkujących nauczycieli jest bardziej narażona na odchodzenie z zawodu. A my, osoby, które przepracowały 10, 15, 20 lat, musieliśmy wypracować już jakąś rezyliencję. To nie jest tak, że nas to nie dotyczy, ale statystyki pokazują, że to jednak więcej młodych osób odchodzi. Jest też sporo osób, które kończy pedagogikę i nie chce pracować w zawodzie.
Profesor Roman Leppert jakiś czas temu udzielił wywiadu a propos tego, dlaczego młodzi ludzie nie chcą podejmować zawodu nauczyciela. Pojawia się bardzo często argument pragmatyczny: ich po prostu nie stać nawet na wynajem mieszkania w takim mieście jak Warszawa. Zgłaszają się do nas nauczyciele o bardzo różnym stażu, ale są też tacy, którzy próbowali mieszkać w Warszawie, ale przez ceny musieli przeprowadzić się do mniejszej miejscowości, żeby ich było stać na czynsz.
A czy czynnik ekonomiczny jest powracającym wątkiem w rozmowach z nauczycielami? Czy wybrzmiewa coś innego?
Kwestia ekonomiczna powraca, ale tak naprawdę najbardziej wybrzmiewa wątek relacyjny. Ja wiem, że to może zabrzmi idealistycznie, ale naprawdę widzę to i też sama miałam takie pobudki. Nauczyciele chcą zmieniać świat, chcą naprawdę być osobami, które dają dzieciakom to, czego sami nie dostali w edukacji. I naprawdę to są piękne idee, wybierane świadomie. Wątek trudności finansowych się pojawia, ale tę kwestię nauczyciele są w stanie przeboleć, bo uwielbiają pracę ze swoimi uczniami.
Natomiast pojawia się problem braku wsparcia – na przykład w dyrekcji czy w kuratorium. Przecież jeżeli jest konflikt nauczyciela z dyrekcją, to kuratorium powinno wkroczyć i jakoś wesprzeć nauczyciela. Tak niestety nie jest. Sprawy często toczą się bardzo długo i bez konkretnych rezultatów. Często pojawia się temat konfliktu z rodzicami oraz z innymi nauczycielami. Sporo edukatorów, którzy się do nas zgłaszają, to osoby, które organizują ogrom dodatkowych zajęć, wycieczki, projekty… i wtedy pojawia się zazdrość otoczenia. Dochodzi do wyśmiewania i sabotowania projektów, a ze strony dyrekcji – zarządzania przez konflikt. A przecież nie da się zbudować bezpiecznej szkoły, w której dyrekcja nie chroni też nauczycieli.
A jak wygląda szkoła, która dobrze dba o swoich edukatorów?
Na pewno kluczowym elementem takiej szkoły jest dialog – obecność dyrektora, u którego drzwi są otwarte. To bardzo trudne, bo jako dyrektor ma się ogrom różnych spraw. Tutaj ktoś ma trudny wątek w kwestii konfliktu z rodzicem, a zaraz potem przychodzi kuratorium. Dyrektorzy muszą też znaleźć balans i zadbać o swój dobrostan. Dla mnie na przykład bardzo pomocne były grupy wsparcia dla dyrektorów, czyli możliwość udziału w spotkaniach organizowanych przez WCIES (Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń). Umożliwiło mi to poznanie perspektywy innych dyrektorów, wymianę doświadczeń, zobaczenie, że nie jestem w tym sama. To też było doświadczenie, które zainspirowało nasze grupy wsparcia dla nauczycieli.
Jeżeli nowy dyrektor chce wdrażać idee dobrostanowe, wymaga to czasu, ale też innych dyrektorów, którzy wspierają takie działania, z którymi można to przegadać. A potem trzeba dać sobie czas, łagodność… i próbować, próbować.
A jeżeli chodzi o nauczycieli, to kluczowe jest na pewno sieciowanie – czyli szukanie wspólnotowości. Może być tak, że w naszej szkole tworzenie takiej grupy, np. wsparciowej, nie wyjdzie. Wtedy warto wychodzić poza. Rozmawialiśmy z Panią FloBo, czyli Martą Florkiewicz-Borkowską, która stoi za projektem „Szyjemy dobro” i ona podkreślała, że warto wyjść poza własną szkołę, szukać swojego plemienia.
Jak można rozpocząć nauczycielskie sieciowanie? Od czego zacząć, jeśli mamy w sobie taką potrzebę?
Jest sporo grup, do których można dołączyć, np. „Super Belfrzy” albo „Złoty Nauczyciel”, w której członkowie wymieniają się różnymi materiałami. Takiemu sieciowaniu sprzyjają też wasze działania, m.in. wasz magazyn, dzięki któremu nauczyciele mogą obserwować działania innych nauczycieli. Odważniejsi czytelnicy zdecydują się napisać do autora, nawiążą z nim kontakt. Na pewno sieciowaniu sprzyja takie podejście, że jak ktoś robi coś fajnego, to żeby się nie bać skontaktować, nawet na takie działanie jeden na jeden. Może się okazać, że zaraz będzie was trójka czy czwórka. Widzę, że to działa! Ja sama kontaktuję się z nauczycielami i zapraszam do naszej wspólnoty. Nie znamy się wcześniej, nie pracowaliśmy wszyscy w jednej szkole. Wymaga to więc trochę odwagi, żeby spróbować, ale za to dostaje się ogrom pozytywnej energii. Wspieramy swoje inicjatywy, jeździmy razem na wydarzenia – tam można poznać ogrom wspaniałych ludzi.
Jest też nasza fundacja, z którą można się skontaktować cały czas, a nie tylko w momencie, kiedy jest już naprawdę kryzys. Skupiamy szereg nauczycieli, organizujemy warsztaty dobrostanowe, grupy wsparcia. Wystarczy napisać! A jeśli pojawiają się jakieś trudności, proponujemy bezpłatne konsultacje z naszymi psychologami.
Mówiłaś, że nie warto czekać, aż będzie naprawdę źle, żeby się z Wami skontaktować. Czy faktycznie jest tak, że nauczyciele czekają na krytyczny moment i dopiero wtedy przychodzą?
Oj, tak. Dlatego, że w nasz zawód jest wpisane bycie superbohaterem. Oczekuje się od nas, że będziemy dostępni 24/7 i zaradzimy wszystkim bolączkom tego świata, a jesteśmy tylko ludźmi. Jest coś, co zabieram z edukacji w systemie brytyjskim, z którym miałam dużą styczność, bo mieszkałam wiele lat w Wielkiej Brytanii. To otwartość na powiedzenie: „Nie wiem”. I to nie jest łatwe, bo przecież chcemy wszystko wiedzieć, ale bardzo dużo mi to dało. Oczywiście na początku chciałam się bardzo wykazać jako edukator, ale na szczęście miałam mentorów, którzy pokazali mi, że można powiedzieć „Nie wiem” albo że można powiedzieć osobie, która jest mniej doświadczona: „Ale fajne rzeczy robisz. Też tego spróbuję”. To bardzo ważne, żebyśmy my, jako doświadczone osoby, wspierały młodszych nauczycieli, którzy wchodzą dopiero do zawodu.
Wracając do twojego pytania o kryzys – to tak. Naprawdę już musi być bardzo źle, żeby nauczyciel poszukał wsparcia psychologicznego. My staramy się w fundacji to odczarować – można przyjść na bezpłatny warsztat arteterapeutyczny, spotkać innego edukatora, porozmawiać, kreatywnie podziałać. I nie zawsze wszystko musi kręcić się wokół naszego warsztatu nauczycielskiego, poszerzania kompetencji. Ważne jest też to, żeby było nam trochę lżej, żebyśmy mogli jakoś odetchnąć. Bo jeżeli my nie zaopiekujemy się sobą, to inne osoby wokół nas też nie będą się opiekować nami.
Na jakie niepokojące sygnały w sobie warto być wyczulonym? Jakie sygnały ostrzegawcze, wskazujące np. na wypalenie, mogłabyś wskazać?
Jeżeli zbliża się koniec niedzieli, a my czujemy jeszcze większy ścisk w brzuchu i to, że nie chcemy być rano w naszym miejscu pracy, to na pewno sygnał. Oczywiście jeśli wcześniej zawsze tak było, bo może być tak, że pewne elementy pracy nas bardzo stresują i musimy nauczyć się przetwarzać to napięcie w ciele. Natomiast jeżeli jest tak, że czujemy to dopiero od pewnego momentu, a wcześniej było inaczej, to warto się temu przyjrzeć. Na pewno sygnałem ostrzegawczym jest alienowanie się, mówienie, że nie możemy się spotkać ze znajomymi, nie mamy czasu na hobby. Warto świadomie podchodzić do czasu po szkole, bo wiele badań pokazuje, że taka sprawczość poza nią będzie pomagała w utrzymaniu zdrowego poziomu kortyzolu, że będziemy sobie w stanie łatwiej poradzić ze stresem, bo mamy też coś poza tym, co się dzieje w miejscu pracy. Na pewno jeszcze takimi sygnałami są większe zmęczenie, trudności ze snem, regeneracją. Będzie nam się trudniej skupić w pracy, będziemy bardziej sfrustrowani. Jakieś zachowania uczniów, które wcześniej były dla nas normalne, będą nas bardziej irytować.
W tym temacie warto sięgnąć po książkę „Próba ognia” Danuty Rocławskiej, w której autorka pisze o sygnałach wypalenia. Podaje także badania, które wskazują, jak to może wyglądać w naszym ciele, doradza, co może być pomocne. Polecam bardzo tę książkę i jeszcze jedną, na temat wyczerpania, czyli stadium przed wypaleniem. To książka Coreya Keyesa „Wyczerpani”, w której autor podaje sporo badań na temat tego zjawiska, mówi, jak można z tego wychodzić.
A jeśli chodzi o takie działania profilaktyczne, które możemy realizować, żeby się chronić przed wypaleniem, to na pewno nie warto czekać na wakacje na Bali albo do końca czerwca. Dużo ważniejsze są małe rzeczy, które mogą pomóc na co dzień. Nazywa się je kotwicami albo glimmerami – czyli przeciwieństwem triggerów. To aktywności, które pomagają nam uregulować system nerwowy. Może to być nawet mikroprzerwa, w której patrzy się przez okno i skupia tylko na tym. Może to dla kogoś będzie zapach ulubionej herbaty. Wtedy warto pamiętać, żeby ją sobie zrobić. Nie zawsze możemy zmienić środowisko pracy, w którym się znajdujemy, albo cały system edukacji, ale możemy sobie pomóc dzięki drobnym narzędziom, które wesprą nasz dobrostan.
Jak rozumiesz hasło dobrostan nauczycielski i co się za nim kryje? Jakie działania jako fundacja prowadzicie w kierunku wspierania dobrostanu nauczycieli?
Działania wokół wspierania dobrostanu nauczycieli leżały u początku istnienia naszej fundacji i są częścią naszej misji. Dobrostan może wyglądać u każdego inaczej, ale na pewno możemy określić, że trwamy w dobrostanie, gdy jesteśmy w nastroju do działania, kreatywności, doświadczamy wsparcia wspólnotowego.
Jeżeli chodzi o nasze propozycje, to oprócz grup wsparcia, do których serdecznie wszystkich zapraszamy, organizujemy warsztaty: arteterapeutyczne, mindfulnessowe, będziemy wprowadzać również warsztaty z pedagogiki uważności. Oprócz tego prowadzimy konsultacje psychologiczne jeden na jeden. Może być przecież tak, że ktoś czuje się nieswojo w grupie wsparciowej, nigdy tego nie doświadczył. Dlatego zanim dołączy się do takiej grupy, zawsze jest spotkanie wstępne, konsultacja psychologiczna i może być tak, że osoba nie jest gotowa na taką grupę – i to jest okej. Wtedy jesteśmy w stanie zaoferować do trzech konsultacji psychologicznych, wsparciowych. Poza tym organizujemy różne wydarzenia, konferencje. Działamy stacjonarnie w Warszawie i prowadzimy tam klub książki, na razie w języku angielskim, a jeżeli będą chętni, to rozszerzymy tę inicjatywę również na polski. Są więc stałe aktywności, ale tak naprawdę nieustannie inspirujemy się różnymi działaniami innych fundacji i nauczycieli, żeby odpowiadać na realne potrzeby wspólnotowe.
Mówiłyśmy już o symptomach wyczerpania i wypalenia. Zapytam więc także o ten docelowy stan. Jak rozpoznać, że wraca się do równowagi, że zaczyna być lepiej? Czym to lepiej się przejawia?
Oczywiście u każdego będzie wyglądało to inaczej, ale na pewno takim sygnałem będzie poczucie, że jestem bliżej siebie. Wiem, że krytyka, której mogę doświadczyć, nie neguje mnie jako nauczyciela. Mam świadomość, że skończyłem odpowiednie studia, mam konkretne kwalifikacje, doświadczenie i poczucie, że jestem ekspertem w swojej dziedzinie. O powrocie do dobrostanu będzie świadczyć umiejętność powiedzenia „nie” i niebanie się, że to przekreśli całą karierę. Ogólnie rzecz ujmując, to byłby taki stan, w którym znajduję przestrzeń, żeby być bliżej siebie i własnego zdania. Jestem w stanie rozmawiać z kimś, kto może się ze mną nie zgodzić, mieć inny pogląd na jakąś kwestię. Chodzi o stawianie granic, które jest strasznie trudne w naszym zawodzie. Jeżeli odczuwam, że jestem w stanie odpocząć, zjeść kanapkę w czasie przerwy i powiedzieć: „Spotkam się z tobą za godzinę, nie teraz”, to oznaka, że wracam do siebie.
Ten artykuł jest dostępny dla prenumeratorów
Jeżeli masz prenumeratę
Zaloguj sięJeśli nie masz prenumeraty wybierz odpowiedni dla Ciebie wariant i zamów, aby mieć dostęp do artykułów i strefy online.
Kup prenumeratęO autorze
Kay Czepli-George
Liderka edukacyjna, psycholożka, terapeutka, mentorka nauczycieli, aktywistka oraz założycielka i prezeska Fundacji „Kiedy cichnie dzwonek” (The Quiet After Ringing Foundation), która wspiera dobrostan nauczycieli w Polsce i poza jej granicami. W Fundacji Kay prowadzi bezpłatne konsultacje psychologiczne dla nauczycieli, grupy wsparcia dla nauczycieli i osób neuroróżnorodnych oraz rozwija działania psychoedukacyjne i inicjatywy związane z dobrostanem. Pracuje w nurcie humanistycznym, skoncentrowanym na osobie, czerpiąc z empatii, autentyczności, akceptacji i uważności. Szczególnie zależy jej na tworzeniu szkół, w których nauczyciele mogą oddychać, a uczniowie mogą się rozwijać
